Categories

wycieczki do Egiptu wczasy w Egipcie z biurem podróży Proactivetours
tandemy
Kalina Studio fotografia ślubna i artystyczne zdjęcia ślubne
beta karoten
Julia Molner - zdjęcia ślubne
zmęczone oczy
fakturant
Grasoft Buchalter WIN - buchalter - program do obsługi firm
obsługa informatyczna firm
Computernet - obsługa informatyczna firm
skoki spadochronowe spadochrony Warszawa tandemy
taniec towarzyski
fotograf
natura vitalis
acerola - naturalna witamina C
algi spirulina i algi morskie


Katastrofa lotu Air Florida 90


Ten paragraf wymaga uzupełnienia źródeł podanych informacji.
By poczynić go weryfikowalnym, wypada podarować przypisy do materiałów opublikowanych w wiarygodnych źródłach.

Niektóre informacje zawarte w artykule wymagają weryfikacji.
Do weryfikacji: fakty: np. w Arlington nie ma lotniska

Ten punkt wymaga dodania linków wewnętrznych. Jeżeli możesz, dodaj je teraz.

Iżby zdobyć taki skutek: hipoteza, kota, Witolda Gombrowicza, lodowce górskie - linki tworzymy wedle składni: ”’.

Przedtem zapisaniem sprawdź, azaliż linki nie prowadzą do stron ujednoznaczniających.

Ten paragraf wymaga dopracowania zgodnie z zaleceniami edycyjnymi.
Powinno się w przed usprawnić: krój - ma obowiązek mieć encyklopedyczną formę.
Po wyeliminowaniu wskazanych do góry niedoskonałości prosimy ustrzec się próbka {{Wymuskać}} z kodu tego artykułu.

Katastrofa lotnicza w Waszyngtonie - nieszczęśliwy wypadek z udziałem Boeinga 737, amerykańskiego towarzystwa lotniczego Air Florida (rejs nr 90 - “Palm 90″), która wydarzyła się 13 stycznia 1982 roku w stolicy stanów Zjednoczonych - Waszyngtonie. Zginęło 78 osób, w tym czwórka osoby na ziemi.

Spis treści

//

Wstęp


Boeing 737 w styczniu 1982 r.

13 stycznia 1982 roku był w Waszyngtonie dniem niezmiernie mroźnym i śnieżnym. W drugim tygodniu nowego roku, całe wschodnie brzeg kraju został sparaliżowane przez rekordowe mrozy, zamiecie śnieżne i niezmiernie intensywne opady śniegu. Aura zmusiła władze do zamknięcia szkół, gros urzędów poprzednio zakończyła pracę - łącznie z samym Kongresem. Złowróżbny ciemność zimy padł chociażby na upalną Florydę.

O godzinie 11:00 przystań aeronautyczny w Miami opuścił rejs nr 95, towarzystwa Air Florida, kierując się w stronę Waszyngtonu. Trzynastoletni Boeing 737-222 B (nr. rejestracyjny: N62AF) pył w planach coraz tego samego dnia ponowić się lotem nr 90 na Florydę - do Twierdza Lauderdale, przez Tampę.

Opóźnienia

O godzinie 13:29 aeroplan wylądował w Narodowym Porcie Lotniczym w Waszyngtonie. Machina zajęła obszar blisko bramce B12 - za nieznacznie powyżej 45 minut na nowo miała wymontować się od ziemi, tymczasem potoczny gnicie lotu uległ zmianie. Okazało się, że aerodrom z powodu niezmiernie potężnej zamieci otwarte zostało wówczas w godzina dwunasta i od nowa wymagało unieruchomienia. Załoga lotniska musiał odśnieżyć pasmo nr 18/36.

O godzinie 13:38 zamknięto przystań powietrzny na przedmieściach Waszyngtonu - w Arligton. Planowany okres otwarcia przewidziano na 14:30. Wszelako prosty blisko bramce B12 płatowiec był dogłębnie pokrywany co chwila pokaźniejszą warstwą śniegu. By nie rozszerzać się procedur poprzednio startem, kapitan rejsu nr 90 - Larry Wheaton - przed czasem polecił stworzyć podwaliny odśnieżanie skrzydeł i kadłuba maszyny.

O godzinie 14:20 załoga naziemny rozpoczął odśnieżanie lewej partii Boeinga, wszak chemiczna materiał - w formie ciekłego sprayu - dziewka służebna do usuwania pokrywy śnieżnej z kadłuba, została rozprowadzona zaledwie na długości wokół trzech metrów, albowiem kapitan przerwał operacje z powodu dalszego wydłużenia czasu postoju w Waszyngtonie.

O godzinie 14:30 wbrew trwającego opóźnienia, 74 podróżnych zajęło miejsca na pokładzie rejsu nr 90 do Tampy. W piętnaście minut później, kapitan na odrodzenie się zarządził odśnieżanie maszyny. Pierw oczyszczono lewą stronę odrzutowca. Mechanicy nie zabezpieczyli wprawdzie w żaden droga silników samolotu. Jak dziesiątka po trzeciej, klarowanie odrzutowca zostało zakończone, pracownicy naziemny zgłosił jeno warstwę “niewielkiego pyłu” śniegowego na skrzydłach.

Port powietrzny został skłonny o 14:53. Pasażerowie z pokładu rejsu nr 90 mieli nadzieję, rychłego opuszczenia lotniska. Na pokładzie znajdowało się 74 pasażerów, w tym trójka dzieci i pięcioosobowa ekipa. Zarówno kapitan - Larry Wheaton - podczas gdy i II przewodnik - Roger Pettit - od ostatnio służyli w liniach Air Florida.

O godzinie 15:15 wszystkie wejścia do samolotu zostały zablokowane i po ośmiu minutach machina rozpoczyna posunięcie wypychania(ang. push-back) z bramki B12. Rejs nr 90 jest jedenasty w kolejne do opuszczenia portu lotniczego. Machina kołuje za DC-9, nowojorskich linii lotniczych (New York Air) - a więc to obecnie szesnasta machina w kolejce do odlotu. W trakcie procedur kołowania na pasmo, na kadłubie i skrzydłach maszyny w dalszym ciągu tworzyła się nawierzchnia śniegu i lodu, stąd kapitan Wheaton zadecydował, że użyje gorącego strumienia sprężonych gazów, wylatujących z silników kołującego przedtem nimi DC-9 do stopienia choć części warstwy białego puchu.

Początek i katastrofa

Godzina 15.38. Aeroplan kończy kołowanie, zajmując obszar startowe na pasie nr 36. W tym momencie, rejs nr 90 ma w tym momencie nad półtorej godziny opóźnienia.

Godzina 15.57.42 Po obtarcie samolotu DC-9, przychodzi era na rejs nr 90 Air Florida. W kokpicie maszyny, ekipa sprawdza tzw. “checklist” (projekt, obejmujący “wspominający” wszystkie przedstartowe procedury). Chwilę później, ekipa otrzymuje przyzwolenie na początek. O 15.58, machina zaczęła się rozpędzać. Toż po chwili - II oprowadzacz zauważa problemy. Problemy - przede wszystkim z osiągnięciem prędkości startowej - spostrzegają plus niektórzy pasażerowie, często odbywający rejsy samolotami. Jeden z ocalałych stwierdził, że machina wystartowała z prędkością o mrowie mniejszą, aniżeli statystycznie. Nie bacząc na czterokrotnego zwrócenia uwagi przez II pilota, kapitan nie przerywa startu. W ciągu 45 sekund, machina przemierzyła nieznacznie pod spodem 1,6km pasa startowego i wówczas w tamtym czasie osiągnęła prędkość startową. Na przestrzeni rutynowego startu zajęłoby to zaledwie pół minuty i właśnie jeden kilometr pasa.

Po oderwaniu się od pasa startowego, urządzenie mechaniczne zaczęła się zakładać. Przecież po chwili, zaczęły nią taszczyć silne wibracje, jej dziób opadł, w kokpicie pojawił się alert przeciągnięcia, “stick shaker” uruchomił się wnet po oderwaniu kół podwozia Boeinga od ziemi! Samolot odrzutowy zaczął niebezpiecznie scalać się do mostu 14. ulicy. Z powodu śnieżycy, na trasie utworzył się bezpiecznik. Pilnie - kierowcy aut, spoglądający w stronę portu lotniczego - ujrzeli niebezpiecznie chylącą sie ku przedtem sylwetkę rejsu nr 90. Sekundy później, stalowy ptak runął na most…

Godzina 16.01. Wyłącznie w parę sekund po obtarcie, stalowy ptak uderza i z łatwością przecina zachodnie bariery północnego przęsła mostu niedaleko 14. ulicy, zmiatając dwunastometrowy wydział konstrukcji, 29 metrów balustrady i miażdżąc szóstka pojazdów osobowych i zahaczając o frakcja holownika - jego prowadzący właśnie cudem uniknął śmierci. Czterech innych ludzi nie miało takiego szczęścia. Innych czterech doznało obrażeń, w tym jedna podmiot odniosła poważne rany. Podwozie maszyny minęło niektóre auta w odległości często kilkunastu centymetrów! W chwilę później, urządzenie mechaniczne - z 79 osobami na pokładzie - runęła do lodowatych, skutych grubą krą, wód rzeki Potomac.

Ruch ratownicza

Katastrofę przeżyło 5 osób. Czworo z nich zawdzięcza życie innemu pasażerowi, Arlandowi D. Williams Jr., kto - kiedy przyleciał śmigłowiec ratowniczy - nie skorzystał z potencjał ratunku, ale w ślad za podawał linę ze śmigłowca innym ocalałym. Tenże zginął, utonąwszy przedtem śmigłowiec, po uratowaniu innych osób, zdążył wrócić po niego. Identyczność Williamsa przez niejaki era pozostawała tajemnicą i był on określany jak “szósty pasażer”, co dodawało jego postaci aury tajemniczości. Wniwecz został on zidentyfikowany, bo jak jedyna z ofiar zginął na pokłosie utonięcia, a nie obrażeń powstałych w chwili katastrofy. Piąta z ocalałych osób została uratowana przez pracownika biura Kongresu, Lennego Skutnika, jaki skoczył do lodowatej wody i wyciągnął tonącą kobietę z rzeki.

Katastrofa lotu Air Floryda nr 90, a wyraźnie powierzchowność Arlanda D. Williams Jr. i Lennego Skutnika, jest często ukazywana jak przypadek odwagi i poświęcenia zwykłych ludzi w obliczu zagrożenia. Prezydent Ronald Reagan w pojedynkę odznaczył Skutnika i wręczył pośmiertne medal rodzinie Williamsa.

Leave a Reply